Wyprawa II – dzień drugi
Pierwszym celem drugiego dnia wyprawy bylo jezioro Mývatn – według wielu najpiękniejsze na Islandii. Mývatn to nie tylko jezioro, ale również centralny punkt aktywnego wulkanicznie obszaru pól lawowych, żródeł geotermalnych, kraterów i skalistych formacji.
W drodze do Mývatn zobaczylismy jeszcze wodospad Godafoss… Na pierwszym zdjęciu można dostrzec Snika.
W okolicach jeziora Mývatn znajduje się Dimmuborgir – bezładne czarne lawowe formacje, łuki, jaskinie i bryły zoomorficzne. Niestety większości z tych rzeczy nie zobaczyliśmy ponieważ zaraz na poczatku pomyliliśmy drogę…
W niewielkiej odległości od jeziora leży Hverarönd geotermalne pole pełne oczek błotnych, dymiących kominów i fumaroli.
Kolejnym celem naszej wyprawy była Krafla – region geotermalny wraz z elektrownią oraz polami lawowymi. Z elektrownią wiąże się ciekawa historia – podczas wiercenia otworów na polu Krafli, jeden z nich okazał się kryć tak potężną energię że w momencie osiągniecia komory nastąpiła eksplozja. Utworzył się wielki krater, a elementy sprzetu wiertniczego odnajdywano w promieniu 3km od miejsca odwiertu. Zadziwiające jest to że podczas samej katastrofy nikt nie zginął. Gdyby projekt udało się zrealizować w pierwotnej wiersji, ten jeden otwór z powodzeniem zasiliłby całą elektrownię Krafla. Dziś do tego celu potrzebne jest ciepło z 17otworów.
Gdy nadszedł czas powrotu do domu nasz samochód postanowił odmówić posłuszeństwa i w momencie wyprzedzania (pod górkę) ciężarówki zaczął bardzo głośno rzęzić (Wrrrzzzzziiiiiiiiiii ziiiiiiiiiiii ziiiiiiii)- zupełnie jak by miał się zaraz rozsypać. Postanowiliśmy się jednak nie zatrzymywać i dojechać do najbliżeszego miasta (Akureyri) ponieważ nie mieliśmy pewności czy uda się go jeszcze odpalić po zatrzymaniu… Z duszą na ramieniu i ku uciesze wszystkich mijających nas turystów dotarlliśmy do miasta (ze średnią prędkościa 40km/h) Należało podjąc decyzję co robić dalej – zostać w Akureyri do rana i wrócić do domu autobusem albo zaryzykować i wrócić tym trupem do domu… jako że nasi ojcowie nie znają realiów Islandii doradzili nam by jechać… byle powoli. Mieliśmy także sporo szczęścia – jakieś 200 km od Reykjaviku zobaczyliśmy na chwilę zorzę polarną. Może nie jakąś szczególnie spektakularną, ale co tam
Po 6,5 godziny pokonaliśmy dystans 390km i skrajnie zmęczeni ale szczęśliwi dostarliśmy do domu.

October 2nd, 2006 at 10:24 pm
pieknie, wodospady to można by importować chyba. Cudne