Dzień 1 – wyjazd
Sunday, July 9th, 2006Polskę opuściliśmy o godzinie 16:30 z niewielkim opóżnieniem. Lot do Frankfurtu upłynął bez większych niespodzienek (chociaż był to pierwszy lot Snika). Na lotnisku we Frankfurcie zjedliśmy obiad w postaci pizzy prawdopodobnie rozmrażanej w mikroflaówce (wciśnięto nam też colę) i gotowi do dalszej drogi oddaliśmy bagaż do odprawy – nie został przyjęty z powodu dziwnych rozmiarów i musieliśmy oddać go dziwnemu panu, który nie mówił po angielsku. Odprawa pasażerska – nie byłoby w niej dziwnego gdyby nie fakt, że Snik “piszczał na bramce”, co skończyło się drobiazgową kontrolą osobistą, zdejmowaniem butów, obmacywaniem, sprawdzaniem zawartości plecaka (ah, ta podejrzana szara taśma klejąca…). Potem tylko krótkie oczekiwanie w atmosferze generalnej wesołości Snika i pesymizmu N i wystartowaliśmy. Lot trwał około 4h – podejrzewamy,że pilot nie był do końca trzeźwy, ale podał nam jedną ciekawą informację – róznica czasu pomiędzy Polską a Islandią wynosi 2h, a nie jedną – jak podawał przewodnik. Po wyjściu z samolotu – pierwsza niespodzianka. Godzina 00:00 miejscowego czasu – i jasno praktycznie jak w dzień. Udało nam się złapać busa do Reykjaviku i po kilku trudnych rozmowach z panem kierowcą (S:”Are you going to the Reykjavik City Hostel?” kierowca:”No.” S:”No??” Kierowca: “yyy Yes!” – po tym zaczeliśmy zdawać sobie sprawę, ze umiejętność posługiwania się jeżykiem angielskim Islandczyków moze nie być zadowalajaca) dotarliśmy na pole namiotowe. Jest godzina 1:30 – nadal zupełnie jasno. I bardzo zimno – około 6 stopni, ale wieje silny wiatr. Bez problemu jednak rozbiliśmy Rzepakowy namiot, wzieliśmy goracy prysznic (woda smierdzi okrutnie starymi jajami – jest czerpana ze żródeł geotermalnych) i…spać.
