Dzień 7 – a jednak :)
N zerwała się wczesnym rankiem i udała się pod wskazany adres. Dzielnica (prawie portowa) okazała się po prostu skupiskiem magazynów, biur (głównie importerów). Po godzinie czekania pojawiła się osoba odpowiedzialna za przyjmowanie pracowników. I tu zaskok – praca jest już załatwiona (w sklepie-magazynie z kafelkami, wannami itp.), w pełni legalna (z czym wiążą się także podatki…). Nie wydaje się szczególnie trudna – pięć dni w tygodniu, od 8 do 2. Obowiązki – mycie podłóg taką specjalną maszyną, sprzątanie biur i, o horrorze, gotowanie posiłków dla pracowników (tu prośba do wszystkich o dobre przepisy na szybkie, ciepłe dania). Pan, z którym rozmawiałam (szef) starał się ze wszystkich sił wytłumaczyć mi na czym praca dokładnie polega, ale mimo szczerych wysiłków wszystko kończyło się na: „Tomorrow, someone will show you how to do it” (łącznie z obsługą czyszczącej maszyny – „I don’t really know how it works – but tomorrow someone will show you how to do it”). Ale N wróciła pełna optymizmu z poczuciem, że połowę czasu będzie się opierniczać (chyba, że okażę się, że pracy jest jednak więcej…).

July 13th, 2006 at 5:13 pm
hehe, jak N będzie gotować to raczej szybko ją zwolnią
pozdrowionka
July 13th, 2006 at 9:47 pm
hurraaaa! Nie zgadzam się z Pielą .Przez cały rok bylem na jej wikcie i stwierdzam że N gotuje bardzo dobre , dosmakowane potrawy.Może jedyny mankament to zbyt ubogie menu ale mnie to pasowalo.
July 13th, 2006 at 9:56 pm
Acha, jeszcze przepis na szybka fasolę po bretońsku:
klka puszek białej fasoli ( nie odcedzać)+podsmażony boczek lub jakaś iełbaska (niekoniecznie, ja wolę wersję wegetariańską) + pieczarki z cebulą (lekko podduszone) +koncentrat pomidorowy + przyprawy (sól, majeranek, pieprz). Wszystko do gara wymieszać zagotować. I gotowe.